Dawno mnie tu nie było, a to dlatego ze mnóstwo rzeczy się na siebie nakłada i jakby na złość nikt doby wydłużyć nie może a zmęczenie dopada na każdym kroku, miedzy innymi wszystko dlatego, że jakoś nie mogę się zorganizować zwłaszcza teraz jak Maleństwo wyszło ze szpitala i nie mogę przestać myśleć o mojej małej księżniczce ;)
Mam nadzieję, że uda mi się załapać do tej pracy to może jakoś się bardziej zorganizuję a przy tym ciągle będę miała czas dla mojego Dziubdziuba.
Do końca semestru trza mieć dwa rozdziały napisane a koncepcji jakieś konkretnej brak i jak to ktoś stwierdził „nierozważnie wybrany temat” :P bo nie wystarczy Carl+c/v ;/ ale czy nie o to chodzi?
Nie ma co narzekać dam rade zawsze daję czemu miało by być tym razem inaczej?

Na końcu tęczy..
Cecilia Ahern
Wiecie, że statystycznie tylko co piąty polak czyta książki? A średnia oscyluje się wokół 10 książek rocznie? Teraz wypada sobie zadać pytanie kiedy ja przeczytałam ostatnią książkę? A już w ogóle książkę od której trudno było by się oderwać nawet na pięć minut? Otóż właśnie kilka dni temu skończyłam czytać taką książkę (a ogólnie rzecz biorąc wydaje mi się, że do najgorszych czytaczy nie należę ;P może nie jest to 10 książek rocznie ale zdarza się ;) ) ale wracając J
Książka „na końcu tęczy” jest tak fenomenalna, że niewiadomo od czego zacząć. Jest to książkę, która niezwykle pokazuję siłę prawdziwej przyjaźni i pozwala docenić takową w swoim życiu, a jeszcze bardziej pozwoliła mi dostrzec jak cenne jest posiadanie przyjaciela w swoim partnerze życiowym. Kolejny raz utwierdziłam się, że nigdy nie ma się wielu przyjaciół bo jak jest ich wielu to nie ma żadnego. Mieć jednego prawdziwego przyjaciela to niezwykły cud mieć ich dwóch to niemal niemożliwe.
Co dalej; jak w różnych sytuacjach życiowych trudno dostrzec sens zwłaszcza, gdy przydarzają się niezrozumiałe i nieprzyjemne rzecz, ale jest zawsze nieznany koniec, że na końcu tęczy czeka „nagroda”, czeka sens niezrozumiały początkowo a nabierający jeszcze większej wartości po takim długim czasie.
Ta książka dała mi chwilę wzruszeń, prawdziwego (głośnego) śmiechu i szczerego uśmiechu, pozwoliła dostrzec wiele wartości.
Konstrukcja budowy fabuły jest kolejnym plusem tej 500 stronicowej książki; cała pisana jest listami, e-mailami, czatami, smsami między kilkoma postaciami, wszystkie wydarzenia pokazane są z innej zawsze czyjeś strony. Obejmuje 45 lat z życia dwojga ludzi, którym los płatał figle na każdym kroku ;)
Nie umiem chyba polecać książek ;p ale w zasadzie książka przynajmniej na mnie sprawiła dobre wrażenie mimo iż przez niektórych może być uznane za kiepskie czytadło. Ja tam polecam ;)
a zresztą kto to przeczyta? (znaczy się wpis bo o książce to już wspominać się boję ;p)