Minęło troszkę czasu ;) ale jestem i żyje :) wypadało by zacząć od początku ale skoro zaczynam od “żyję” to chyba bardziej wypada zacząć od końca…
Mamy święta, a Asia genialnie ląduje w szpitalu na nockę i całe święta ma zabookowane jako leżące w łóżku ;/ gdzie przy tej pogodzie normalnie mnie nieziemsko roznosi ;( Czuje się tak sobie ale zawsze lepsze to niż podejrzenia z jakimi tam trafiłam. Warto zaznaczyć ekspresowe działanie naszej kochanej służby zdrowia.. Skierowanie z przychodni do Chirurga i4h czekania na urazowej izbie przyjęć – dosłownie idzie wyzionąć ducha! Jedyna osoba, którą można było zobaczyć to biegający pomocnik medyczny, a lekarzy zero! A komentarz lekarza po przyjściu “to nie jest przychodnia tylko ostry dyżur, żeby przychodzić z bólem żołądka” nadaje się do jakiegoś kabaretu. Nie do pominięcia jest tutatj też fakt, iż SZYBKIE I NAGŁE pojawienie się dr spowodowane było nie ostrym dyżurem, a interwencją u dyrektora szpitala! No ale już pomijając to później poszło dość szybko i w niecałą godzinę przyjęli mnie na oddział. Ale jestem już w domku i piszę z laptopa bo do kompa mam zakaz wstawania ;/ – chociaż po co milczącym gg i tak nie wiem co bym robiła ;p na tej stacjonarce
Myśląć o całym tym czasie kiedy nie pisałam dochodzę do wniosku, że ZBYT wiele się działo ;) i jak bym zaczęła wszystko opisywać to by po 1 nikt tego nie przeczytał po 2 strony by nie starczyło ;)
Praca – w dużym skrócie byłam miesiąć na 3′/4 etatu teraz znowu wróćiłam (zostałam zmuszona wrócić) na 1/2. Wyrzucili Mateusza ;/, a 8 było wielkie mopowanie ;) po którym wróciłam przed 6 do domku – ale ciii, ważne że podłoga wyszorowana :D
No i jeszcze jedna sprawa ale ktorej nie wolno mi poruszać ;) ja niedojrzała emocjonalnie panna Joanna
Wsnhid – spoczko, co prawda dużo mam zaległości ale jakoś leci, najważniejsze to, że 1 rozdział i wstęp zaliczony :D teraz mam nadzieje, że pójdzie z górki; towarzysko dziewczynką dziękuje za wspólne wyjście a jeszcze bardziej dziękuje tym dzięki którym znalazłam się w domku ;)
Urlop – nie moge zapomnieć o moim zwariowanym pomyśle o wylocie do Olki na Isle of Mann :D było mega dobrze! Ciężko to opisać ale ten spokój wyspy, zajebisty kontakt z Olką, jej Kubuś – ogólnie zajebiście poczuć się znowu jakby się miało po 11 lat, tak beztrosko… wiadomo, że 20 misięczne dziecko sprowadza na ziemię ale naprawdę było niesamowicie ;) nie do opisania. Za co szczerze i gorąco dziękuje Oli :*
Z Dziubdziubem jest bardziej niż ok :) a przy tym czymam mocno kciuki za s.c :) za gazety i za znalezienie jakieś miejscóki. Jestem z Tobą Sonko ;*
Amelka – rośnie i pięknieje z dnia na dzień ;) 24 idzie na zabieg więc psze 3mać kciuki za moje malutkie wielkie szczęście ;)
To chyba by było tyle?!
Wesołych i nie leżących Świąt wszystkim ;*